Ściana w mojej pracowni wymagała już odświeżenia. Po pierwsze była biała i po kilku latach była po prostu brudna, pochlapana farbą i nie prezentowała się najlepiej. Poza tym znudziła mi się już ta biel na ścianach i potrzebowałam zmiany.
Któregoś dnia stojąc i patrząc na tę ścianę postanowiłam, że muszę ją przemalować. Poszłam do garażu, wzięłam zielone farby, które zostały z malowania innych murali i wzięłam się za malowanie.

Wybrałam takie kolory:

  • ciemną butelkową zieleń,
  • jasny, trochę limonkowy zielony,
  • miętowy,
  • oliwkowy
  • biały.

Do malowania użyłam:

  • szerokich płaskich pędzli (60 – 70 mm)
  • gąbki do malowania (teksturującej)
  • spryskiwacza z wodą

malowanie ściany krok po kroku

Malowanie zaczęłam od górnej części ściany. Pomalowałam najciemniejszym kolorem pas o szerokości mniej więcej 50 centymetrów. Następnie pod spodem kolejny pas kolorem miętowym, tym razem już o wiele szerszy, bo chciałam, aby ściana była raczej jasna niż ciemna.  Na samym dole pomalowałam ścianę kolorem białym. Na zdjęciu nie widać różnicy w wielkości pasów, ale musicie uwierzyć mi na słowo 🙂
Następnie spryskiwałam ścianę wodą i używając naprzemiennie koloru butelkowej zieleni i miętowego rozcierałam granice między kolorami. Najlepiej jest malować wykonując ruch „ósemki” albo jak kto woli – nieskończoności 🙂
Używałam kilku pędzli, tak, aby mieć jeden pędzel do jednego koloru plus jeszcze jakiś dodatkowy 🙂

Używałam też gąbki, żeby dodać trochę nieregularnych kształtów.
Dodałam też trochę farby w kolorze oliwkowym, żeby ocieplić tonację ciemnej zieleni. Gdzieniegdzie dodawałam też bardzo małą ilość koloru limonkowego, aby trochę urozmaicić kolorystykę.

Gdy skończyłam górną część, przeniosłam się niżej i  tak jak poprzednio machałam pędzlem i gąbką, aby rozetrzeć granicę między kolorem miętowym i białym.
Wody używałam sporo, aby granice między kolorami były jak najmniej widoczne. Fragmentami spryskiwałam mocno, aby stworzyć zacieki, które całkiem fajnie się prezentują.

Przy tej technice nie trzeba się przejmować, że coś się krzywo pomaluje albo zachlapie farbą, bo generalnie o to chodzi, żeby nie było wszystko równe czy idealnie gładkie. Kluczem jest to, aby powierzchnia była cały czas wilgotna, wtedy można bez problemu tworzyć na ścianie dowolne maziaje.
Myślę, że każdy powinien sobie poradzić 🙂

 

Cała akcja zajęła mi tylko kilka godzin, a efekt jest naprawdę niesamowity. Taka ściana w salonie, łazience czy sypialni zrobi kawał dobrej roboty!

Do malowania użyłam farb Flugger, kolory wybrane były z mieszalnika, ale taki efekt da się osiągnąć również gotowymi farbami.
Polecam Wam też kupienie próbek kolorów (np. we Fluggerze), które nie kosztują dużo, a można wybrać sobie kolor z mieszalnika 🙂

Ściana ombre będzie też dobrze wyglądać w odcieniach niebieskiego, różu, szarości czy żółtego. Możliwości jest wiele, a ogranicza nas tylko wyobraźnia!

wskazówki

  • zacznij malowanie od górnej części ściany
  • pracuj na małym fragmencie ściany, tzn. spryskaj wodą fragment
    i naprzemiennie używaj dwóch kolorów farb mieszając je ze sobą na ścianie
  • wykonuj ruch „ósemki” aby rozetrzeć granice między kolorami
  • miej jeden pędzel do każdego koloru plus jeden dodatkowy